Nie tacy “Święci z Bostonu”.
Dokonam zemsty na mych wrogach.
I odpłacę tym, którzy mnie nienawidzą!
O Panie! Posadź mnie po prawicy swojej
I zalicz mnie w poczet swoich świętych.

W 1999 roku ukończony został film o dwóch irlandzkich braciach, którzy dostali zadanie od Boga: posyłać do piekła złych ludzi. Reżyserem i scenarzystą owego filmu był Troy Duffy, barman z zawodu. Od tamtego czasu, od czasu Świętych z Bostonu już nic nie było tak jak kiedyś.
Trochę historii
Troy Duffy urodzony w 1971 roku, jest z pochodzenia Irlandczykiem. Pracował w pubie w Los Angeles jako barman. Pewnego dnia, wracając do domu ujrzał na klatce schodowej martwą dziewczynę, narkomankę, która umarła z przedawkowania heroiny. Pomimo obecności policjantów, robiących oględziny, dostrzegł dealera, szukającego u martwej dziewczyny pieniędzy, które ta była mu winna. Zbulwersował się w wyniku obojętności funkcjonariuszy i w ciągu kilku miesięcy napisał scenariusz do The Boondock Saints.
Scenariusz zakupiło Paramount Pictures, a za prawo do nakręcenia filmu Miramax wyłożył pół miliona dolarów. Kupili dwa z góry, niemal w ciemno.
W wyniku różnych nieporozumień, o których mało wiemy Święci nie mieli swojej premiery kinowej, nie puszczono filmu w żadnym kinie w Stanach (z wyjątkiem kilku seansów całkiem na własną rękę przez Duffy’ego), nie było promocji, o filmie nikt nie wiedział. Przełomem okazało się wydanie filmu na DVD i kasetach VHS. Wyniki sprzedaży były rewelacyjne, swego czasu TBS zajmowali drugą pozycję na Amazon.com zaraz za Harrym Potterem. Podobne wyniki notowano w innych sklepach wysyłkowych.
Gdy w 2003 roku Toshiba wydała film na DVD w Japonii, TBS natychmiast stał się bestsellerem i z pierwszego miejsca nie schodził grubo ponad miesiąc. Pierwszego dnia też sprzedano cały zapas filmów.
W Polsce, co oczywiste, nie było filmu w kinach, niestety nie znam wyników sprzedaży w naszym kraju, ale jestem pewien, że były zadowalające. Gdy spotkam kogoś, kto oglądał film, opinie są zazwyczaj podobne: rewelacja, mówiąc krótko.
Dzieło nieprzeciętne
Murphy i Connor MacManus to bracia, którzy pracują w rzeźni w Bostonie. Regularnie chodzą do kościoła, mieszkają w dość niebezpiecznej dzielnicy irlandzkiej, piją i świętują jak Irlandczycy. Podczas dnia Świętego Patryka, do ich ulubionego pubu przychodzą wysłannicy rosyjskiej mafii. Wtedy to właśnie po raz pierwszy wymierzają sprawiedliwość. Dołącza do nich włoch David Della Rocco Funny Man i razem tworzą swoisty Bicz Boży w Bostonie. Po drugiej stronie konfliktu stoi dobrze zorganizowana mafia włoska, zwana Yakawetą, która do pokonania Świętych wyciąga z więzienia legendarnego Il Duce. Trzecia strona konfliktu – to FBI i Policja a wśród nich agent Paul Smecker, niezwykle inteligentny detektyw o skłonnościach homoseksualnych, ateista.
W filmie jest jeszcze cała plejada bohaterów, których warto omówić, bo są to prawdziwe perełki, jak prawa ręka szefa mafii – Vincenzo i inni mafiozi, detektyw Greenley i bostońscy detektywi, barman i wielu, wielu innych.
Koniecznie trzeba wspomnieć o doskonałych zdjęciach w filmie. Efektowne zwolnienia, umiejscowienia kamer doskonale potęgują efekt i dodają smaczku.
Muzyka w filmie to perełka, którą każdy fan soundtracków (i nie tylko) mieć powinien. Dynamiczne kawałki gitarowe, przemieszane z muzyką klasyczną, rapem i irlandzkim folkiem powodują, że „ścieżki” z The Boondock Saints słucha się wyśmienicie.
Koniecznie trzeba poświęcić kilka zdań montażowi. Film cechuje się pewnego rodzaju achronologicznością. Jeżeli przygotowanie do jakiejś rozróby to „A”, sama rozróba to „B” a efekt tejże – „C”, to w filmie mamy zachowaną kolejność następującą: A-C-B. Przykładowo: Irlandczycy skradają się ku rosyjskim szefom mafii, przenosimy się do przodu gdzie widzimy pobojowisko, policję i ogólne czynności, jakie wykonują „gliniarze” i dopiero po tym mamy samą akcję.
Część druga
Od premiery filmu w 1999 roku minęło wiele czasu. Mamy początek 2006* roku a tak naprawdę brak konkretnych informacji na temat drugiej części Świętych.
Czego możemy być pewni? Tytułu, druga część The Boondock Saints to The Boondock 2: All Saints Day, chociaż niektóre źródła mówią o The Boondock Saints II: The Second Coming.
Oczywiście ponownie reżyserią zajmie się Troy Duffy, w roli głównej nie zobaczymy niestety Willema Defoe’a, co jest chyba jedną z najgorszych informacji, ale w Irlandczyków ponownie wcielą się Sean Patrick Flanery (Młody Indiana Jones) oraz Norman Reedus (Blade II). W części drugiej zobaczymy również Billy’ego Connoly’ego. Jeżeli zaś chodzi o nowych, głównych bohaterów to w części drugiej pojawi się niejaki Romeo, latynos, dawny przyjaciel braci, którego prawdopodobnie zagrałby Clifton Collins Jr, znany między innymi z filmu Traffic i Ostatni Bastion. Drugą postacią będzie młoda i piękna agentka FBI – Eunice Bloom, którą zagrałaby Marley Shelton (kobieta w Czerwieni z Sin City!).
A kiedy film zawita na ekrany kin? Pierwsze plotki mówiły o połowie, obecnego 2006 roku jednak jest to mało prawdopodobne. Już teraz film jest w fazie przed produkcyjnej! Po zakończeniu zdjęć trafi od razu do kin, a nie jak poprzednik na kasety i DVD. Zastanawia tylko fakt, że oficjalna strona internetowa filmu nic na ten temat nie wspomina…
Kliknoj tutaj aby zobaczyć trailer.
* – artykuł pisałem właśnie na początku 2006 roku dla serwisu Valkiria. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło w kwesti sequela. A szkoda.
luty 8, 2008 @ 10:34 pm
True, true! Film jest intergalaktycznie dobry, wartka akcja, kapitalny humor, idealnie skrojone postacie (same indywidualnosci) i nastrojowa muzyczka.
luty 9, 2008 @ 12:38 am
jeden z lepszych filmow wszechczasow! :)
luty 9, 2008 @ 11:06 am
Film nieprzecietny, to fakt. Ale jego brzmienie do mnie nie przemawia. Moglbym smialo byc jednym z tych, ktorzy na koncu sie sprzeciwiali takiemu rozwiazaniu.
luty 9, 2008 @ 11:26 am
Jakiemu rozwiazaniu?
Dzwiek i muza w filmie byly dobre ;)
kwiecień 9, 2008 @ 6:57 pm
Uważam, że film genialny. Świetny i dający do myślenia. Montaż rewelacyjny, ścieżka dźwiękowa wspaniała.
Jest kwiecień 2008. Niedawno oficjalnie ogłoszono, że rozpoczęły się zdjęcia do The Boondock Saints II: All Saints Day. Zostało tylko czekać i zacierać ręce…